Blondyn obudził ił się około szesnastej. Wszystkie lekcje
dobiegły już końca. Obok niego leżała naga Pansy wtulona w jego tors. Był aż
tak zdesperowany? Przecież on brzydził się tapeciary od czasu gdy zobaczył jej prawdziwe ja, po za tym nie
miała tego czegoś, czego Draco szukał wśród dziewczyn już od dawna. Nagle pewna
myśl zakwitła mu w głowie. Przecież Grenger jest tylko ładna, może nie ma
‘’tego’’ czego on szuka. Nagle wstał z łóżka i od razu poczuł się lepiej. Przez swoją reakcję obudził Mopsa.
Zignorował ją. Nałożył spodnie oraz wziął koszule do ręki i wybiegł z
dormitorium. Po drodze mijał różne postacie, to z obrazów lub prawdziwych
żywych uczniów z krwi i kości, którzy byli nie mało zaskoczeni tym że chłopak
dopiero co się ubierał. Sam do końca nie wiedział gdzie idzie, poniosła go
chwila i nadzieja na to że może w ogóle nic nie czuć do Grenger. Mógł być
przecież nią tylko oczarowany, bo w końcu przeszła do licha wielką przemianę. Z
małej gryfońskiej kujonki z wiecznymi kołtunami we włosach i za dużymi zębami,
zmieniła się w piękną dziewczynę o wielu atrybutach. Po za tym wszystkim nie
miał ochoty przebywać z Pansy. Żywił do niej wielką niechęć.
Mijał
po kolei różne stare sale lekcyjne, opuszczone korytarze, ruchome schody,
wielką salę i wreszcie dotarł na błonia. Spojrzał na zegarek. Dochodziła
osiemnasta a on się zastanawiał gdzie tyle czasu zmarnował? Może wtedy gdy
zaczął kłócić się z Flinchem za swoją nie zapiętą koszule? A może wtedy gdy
przypadkowo skręcił w zły korytarz i musiał się wracać? Nie wiadomo, ale mimo
wszystko cieszył się że dotarł tu o tej godzinie. Robiło się powoli ciemno, a
on siedział przy jeziorze i wpatrywał się w miejsce gdzie zielona łąka się
kończy a zaczyna zakazany las. Uwielbiał siedzieć i wpatrywać się w ten
tajemniczy zakątek gdzie kończy się ochrona szkoły i zaczyna się mroczna pokusa
zwiedzenia całego lasu. Nie wiadomo ile tam siedział wpatrując się w ten punkt,
ale gdy skończył było już całkowicie ciemno, a niebo było pokryte migocącymi
gwiazdami. Niechętnie skierował się w stronę szkoły.
D&H
Ron? Ron… Ron mnie
ocalił? Jak to możliwe? Czy na pewno zdobył by się na to? Czy jego uczucie jest
na tyle silne by to zrobić? W takim razie co ja do niego czuje? Te myśli dręczyły Hermione odkąd przekroczyła
próg pokoju wspólnego Gryfonów. Znała tę historię z punktu widzenia tylko i
wyłącznie rudego… Kiedy wszyscy już
wyszli z sali, Snape kazał nam sprawdzić czy wszyscy się ewakuowali. Ktoś w
oddali powiedział że ciebie nie ma, że zostałaś w tej Sali… Więc bez wahania
ruszyłem w stronę drzwi. Widziałem jak leżałaś na podłodze, Nie mogłem na to
patrzeć więc pobiegłem w twoja stronę, podniosłem cię i już spokojny że cię mam
i cię ocaliłem, poszedłem w stronę korytarzu. Tak brzmiała ta historyjka. Oczywiście jak to
Ron nie obyło się bez pewnych nieścisłości i chaosu ogólnego opowiadania,
jednak Brązowooka była na tyle mądra i obrotna że poskładała to w logiczną
całość. Siedziała teraz na swoim łóżku i rozmyślała. Za chwilę osiemnasta a co
za tym idzie zaraz będzie kolacja. Niechętnie zwlokła się z posłania. Udała się w
stronę łazienki, ponieważ chciała doprowadzić się do ładu. Kiedy spojrzała w
lustro mimowolnie się zaśmiała. W tym momencie przypominała Hermione Grenger z
pierwszej klasy. Jej włosy wyglądały jak po jakiejś katastrofie a oczy miała
lekko podkrążone które przywoływały wspomnienia o czasach kiedy zamiast spać wolała
czytać. Rozchyliła lekko usta ponieważ chciała sprawdzić czy stan jej uzębienia
z przed lat również powrócił. Nie. Jej trzonowce miały normalny rozmiar.
-
Hermiona! Słyszysz? Nie blokuj łazienki! – wołała Lavender zza drzwi. – Dalej
też muszę się wyszykować na kolacje! – Hermiona w ogóle nie rozumiała zachowań
Brown lub Patil. Niby najlepsze przyjaciółki ale we wszystkim ze sobą
konkurowały. Teraźniejsza konkurencja polegała na tym, która poderwie jak
najwięcej chłopaków. Oczywiście Parvati wygrywała jak do tej pory, ale Lav nie zostawała
daleko w tyle. Osobiście Hermiona nie miała pojęcia która może wygrać, gdyż
blondyna jest bardzo zawzięta, a hinduska wzbudza większe zainteresowanie ze
względu na swoją egzotyczną urodę. Stop!
Hermiona o czym ty myślisz! To nie dotyczy ciebie… Lepiej skup się na tym co
czujesz do Rona.
D&H
Kiedy już
była w Wielkiej Sali, mimowolnie spojrzała się na stół przy którym siedzieli
ślizgoni i zaczęła szukać wzrokiem Dracona Malfoya. Dlaczego? Sama nie wiedziała.
Gdy go nie odnalazła, częściowo zawiedziona ruszyła w stronę swoich przyjaciół
którzy siedzieli tak jak zawsze, naprzeciw wielkiego, rzeźbionego z marmuru
kominka. Uśmiechnęła się do nich serdecznie. Byli tam: Harry, Ginny, Nevile no
i oczywiście Ronald, z którego obecności nie wiedziała czy ma się cieszyć, czy
może uciec do pokoju jak tylko najszybciej mogła gdyż bardzo nie chciała go
spotkać dzisiaj. Nie po tym co się wydarzyło. Nie teraz. Niestety cała czwórka
ją zauważyła. Nie było odwrotu. Jej serdeczny uśmiech gwałtownie się przemienił
w wymuszony.
-
Miona! – krzyknął radośnie Harry. Zamachał do niej, tak jakby znajdowali się na
jednej z najbardziej zatłoczonych ulic londynu. Złoty chłopak jak zwykle
ratował sytuacje. Dobrze wiedział że Hermiona woli na razie unikać rudzielca,
dlatego wybraniec wskazał jej miejsce obok siebie i jak najdalej od NIEGO. Gdy już usiadła wokół stołu
gryfonu zapadła cisza. Nikt nie odważył się pisnąć ani słowem. Dlaczego? Coś
jest nie tak? O co im chodziło? Tak czy owak Brązowooka nie skupiała się na
owej ciszy, nadal szukała wzrokiem ślizgona, znowu. I znów go nie było. Kolejne
pytania nasuwały się dziewczynie, np. Gdzie on jest? Czy on przyjdzie na
kolacje? Co on robi?... Jednak prawdziwe i to najważniejsze pytanie brzmiało:
Co ją to obchodzi? Cały czas o nim myślała, a kiedy tego nie robiła tor jej myśli automatycznie skręcał w jego kierunku. Miała przed oczami jego mokry
t-shirt opinający się na mięśniach, duże niebieskie oczy spoglądające na innych
z pogardą z pod czarnych jak węgiel rzęs, o tych wyjątkowych jasnoblond
(naturalnych) włosach. Stop! O czym ty
myślisz? To przecież nieczuły arystokrata…
-Hermiona!
– krzyknął poirytowany już Ron – słuchasz mnie?
-
Wybacz… Za… zamyśliłam się. Mógłbyś powtórzyć?
-
Pytałem czy możesz ze mną porozmawiać sam na sam? – powiedział stanowczym
tonem, który w ogóle nie pasował do Wesleya, jednak to bardziej zabrzmiało jak
stwierdzenie a nie pytanie. Grenger bała się najbardziej tej chwili. Nie mogła
mu odmówić z uwagi na swoją najlepszą przyjaciółkę, a zarazem jego siostrę:
Ginny. Nie mogła go po prostu tak zbyć, dlatego zgodziła się na rozmowę, najwyżej
podczas niej spławi chłopaka. Kiedy oboje już wstali i powoli zbliżali się w
stronę drzwi wyjściowych z Sali, poczuła jak miękną jej nogi. Oparła się o
framugę. Ron popatrzył się na nią chwilę. Skontrolował wzrokiem całą sytuacje.
Najwyraźniej uznał że nic jej nie będzie. Pospieszył ją i skierował się w stronę dziedzińca. Gdy szatynka poczuła się
już pewniej ruszyła za rudym.
-
Hermiona… - zaczął niepewnie tym razem. – Co ty do mnie czujesz?
- Nie
wiem… - spodziewała się tego pytania. – …raczej przyjaźń. – chłopak popatrzył
się z niedowierzaniem na nią.
-
Hermiona! Jak to? Ja… ja przecież… przecież cię uratowałem! Dlaczego nie jesteś
wdzięczna? Znamy się tyle lat! Jak… jak to możliwe że nic do mnie nie
poczułaś?!...
-
R..ron…
- Jak?!
Jak?! – przerwał jej. – Ja cię KOCHAM! Zrobię dla ciebie wszystko!
- Ron
to tak nie działa. Ja nie mam wpływu na moje uczucia, to nie zależy ode mnie… -
przerwała. Była w szoku. Najmłodszy Wesley uklęknął przed nią. O BOŻE! Co on chce zrobić?! Była przerażona.
-
Hermiona zostań moją dziewczyną… - zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się pod
nosem. Czy naprawcze była aż tak głupia by podejrzewać Ronalda o oświadczyny w
wieku szesnastu lat? Nawet on nie był taki pochopny. – To znaczy tak? –
rozpromienił się.
- N…
Nie to nie tak, znaczy nie chce i nie będę twoją dziewczyną, nasza przyjaźń
jest dla mnie ważniejsza… - Przekazała
to tak łagodnie jak tylko umiała.
-
Kocham cię… - chłopak w ogóle się nie skupiał na tym co mówi dziewczyna. Wyglądała
tak ślicznie w świetle gwiazd. Nie zdawali sobie nawet sprawy ile czasu ich nie
ma, nie wiedzieli że kolacja już dawno się skończyła.
- RON!
CZY TY MNIE SŁUCHASZ?! Nie będę twoją dziewczyną!
- Jeszcze
zmienisz zdanie. – Był bardzo pewny siebie. Przybliżył się do niej, a gdy ona
chciała się oddalić, chwycił ją w tali tak, praktycznie nie mogła się ruszać.
Był silny. O wiele bardziej silniejszy od niej. Musiała patrzeć mu w oczy. Nie pomagały
wrzaski i sprzeciwy. Nagle błysła czerwona smuga Światała, która odepchnęła
nachalnego amanta Hermiony dwa metry w tył. Ten zaczął się śmiać jak
opętany. To na pewno było zaklęcie Rictusempry. Kto je rzucił? Spojrzała się
w stronę z której było ciśnięte zaklęcie….