O NIE! Nie ujdzie to
temu lizusowi na sucho! Zapłaci mi za tę zniewagę! Gardziła Potterem.
Zresztą jak każdy ślizgon. Nienawidziła tego że wszyscy w nim widzą bohatera, a
ci co go spotkali zapominają o całym bożym świecie. Ale teraz nie mogła
obmyślać planu zemsty (w czym była bardzo dobra) ponieważ musiała szukać
swojego ukochanego. Jednak nawet ona, która znała każdą chwilę jego życia,
wiedziała gdzie może przebywać (w zależności od humoru) – teraz nie wiedziała
nic. Nie mogła się skupić przez tego zielonookiego gada. Za kogo on się w ogóle uważa? Myślała nad tym cały wieczór aż nie spotkała Dracona.
D&H
Dziewczyna
rozpływała się. Każdy dotyk chłopaka sprawiał jej przyjemność, a gdy całował
jej szyję swoimi aksamitnymi ustami… to była dla niej istna rozkosz. STOP! Odezwał się dzwoneczek moralności w jej
głowie. Wyrwała się. Spojrzała na Zdezorientowanego lekko chłopaka. Dziewczynie
napłynęły łzy do oczu. Nie minęła nawet chwila a na jej policzku pojawiły się
struny łez. Malfoy przyjrzał się jej
tempo. Nic już nie rozumiał. Czy nie powinna się cieszyć? Lub przynajmniej
odczuwać coś podobnego? Był najbardziej pożądanym chłopakiem w szkole i akurat
ją wybrał. Czy nie powinna się
cieszyć? To świadczyło tylko o tym że
jest bardzo ładna… Bardzo ładna? Jest
śliczna!... Nie mógł powstrzymać toku myśli zachwalających jej urodę
napływających mu do głowy. W sumie nie pierwszy raz był przez takie atakowane.
Pamiętał kiedy pierwszy raz tak stwierdził. To było w trzeciej klasie, kiedy
groziła mu różdżką. Wtedy zauważył jej duże brązowe oczy, jedwabne loki tego
samego koloru. I zaraz po tym dostał w policzek. Odruchowo złapał się za niego.
Jakby znowu poczuł ten ból. Nie. Jednak go czuł. Bolał go policzek! Kiedy
otrzeźwiał spojrzał na Hermionę, teraz zamiast smutku w jej oczach tańczyły
ogniki złości, a potem znów przemieniły się
w smutek. Dostał siarczysty policzek… drugi raz od tej samej dziewczyny
Owa część twarzy w którą dostał była cała czerwona. Bolała do piekielnie!
-
Nienawidzę cię… - wyszeptała. Odeszła. Zniknęła za drzwiami zamku. Te słowa go
zraniły. Dlaczego? Dlaczego to boli? O co do cholery
tutaj chodzi? Czemu się rozpłakała? Czemu mnie spoliczkowała? Czemu ja się tym
przejmuje przecież to tylko zwykła sz…s…szl… Po serii pytań próbował się
wulgarnie o niej wyrazić.
- Sz…
szl… sz… - Już nawet nie potrafił jej tak nazwać. – Co się do cholery jasnej
dzieje! – wykrzyczał. Był zdenerwowany. Bardzo. Podminowany ruszył w stronę starej
bramy Hogwaru.
D&H
Biegła
przez korytarze Hogwartu zaślepiona swoimi łzami. Jej głowa nie po raz pierwszy
tego roku była przepełniona pytaniami. Nie mogła uwierzyć, że ten podły wąż ją
tak traktuje. Najpierw ją ratuje, potem wyzywa od szlam a na końcu przylega do
niej jak pijawka. O co w tym chodziło? Kiedy tak biegła przez długie kamienne
korytarze, mijając, co chwila jakiegoś ucznia lub nauczyciela, dopiero Anthony
Goldstein zwrócił na nią uwagę.
-
Hermiona co się stało? – złapał ją za rękę tak by nie mogła mu uciec, a kiedy
dziewczyna mu nie odpowiedziała, wznowił pytanie, jednak tym razem zmienił ton,
co skłoniło gryfonkę do wylewnych wyznań. Anthony wsłuchując się w jej
wypowiedź zaproponował spacer. Z dziewczyny lały się potoki łez. Całe napięcie
trzymane w sobie jakie miała od początku roku uwolniła w jednej chwili.
Przechadzali się po zamku dobrą godzinę, aż w końcu nie dotarli do wejścia od
biblioteki.
- Moje
ulubione miejsce… - szepnęła pod nosem z lekkim uśmiechem. Kiedy Tony zobaczył
jak dziewczyna się uśmiechnęła, zbliżył się do niej. Głowę skierował ku jej
uchu i powiedział ściszonym głosem:
- Moje
również. – w tym momencie oboje nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Mieszkanka
domu lwa od początku roku, po raz pierwszy dzisiaj się szczerze zaśmiała. Od
tego momentu dobrze się bawili. Kiedy Hermiona wracała z chłopakiem do jej
dormitorium, zaczęli się tak wygłupiać że przypadkowo strącili niewielki obraz
przedstawiający grupę czarodziei przy prostokątnym stole. Oczywiście kiedy
naprawiali szkody przyłapał ich znienawidzony przez wszystkich uczniów woźny.
Hermiona pierwszy raz w życiu nie rozumiała dlaczego dostała ujemne punkty. Przecież naprawiła niewielką szkodę. Kiedy pracownik szkoły skończył prawic
swoje nużące kazania oboje z krukonem szybko uciekli z miejsca „przestępstwa”.Pierwszy
raz od początku roku zaszalała.
Goldstein
odprowadził ją do dormitorium. Prosto pod portret Grubej damy. Spojrzeli się i wybuchnęli śmiechem.
- Dziękuje… - wydukała gryfonka.
- Za
co? – Spytał zdziwiony chłopak.
- Za
dzisia… - nie zdążyła dokończyć, gdyż chłopak zamknął jej usta pocałunkiem.
Była w szoku. Jednak dala się ponieść chwili i odwzajemniła pocałunek. Kiedy
stali tak pogłębiając zbliżenie, ktoś odchrząknął za plecami Hermiony. Anthony
przestał. Spojrzał się na osobę stojąca za plecami Hermiony. Wyglądał jakby
zobaczył ducha.
D&H
Draco
siedział w pokoju wspólnym ślizgonów. Obok niego plątały się niby to
przypadkiem mieszkanki tego domu. Nie zauważał pięknych dziewczyn starających
się zwrócić na nie jego uwagę. Był za bardzo zamyślony. W najodpowiedniejszym monecie do środka wpadł Blaise. Diabeł zawsze wiedział kiedy wkroczyć. Akurat
właśnie w tym momencie blondyn go potrzebował.
-
Blaise! – Wykrzyknął radośnie, co było do niego nie podobne. Mulat lekko się
zdziwił, jednak nagle do głowy przyszła mu myśl że arystokrata mógł coś od niego
chcieć. – Choć no bracie musimy porozmawiać! – I wszystko był jasne.
Egzotycznej urody chłopak podążył za przyjacielem do sypialni. Tam Zabini
usiadł na swoim łóżku podczas gdy ten drugi wyjmował z szafki nocnej butelkę
Ognistej, co znaczyło że rozmowa dla szarookiego nie będzie prosta.
- Dalej
Malfoy gadaj co się dzieje
- No
więc… - wziął spory łyk napoju – jest taka sprawa… no bo widzisz… chyba… ale
nie jestem pewien… raczej jednak nie…
-
Gadaj!
-
Podoba mi się Grenger… - Reakcja Diabła była do przewidzenia. Zaczął się śmiać jak dziki. Jednak gdy zauważył powagę na twarzy przyjaciela, spoważniał.
- Ty…
ty na serio? – Blondyn kiwnął głową. – O rany… co teraz? Co zrobisz?
- Ni
wiem.
-
Powiedz jej.
-
Oszalałeś Blaise?! Na głowę padłeś? – Wybuchnął w złości .
- Ulży
ci.
- Nie
ma mowy. – powiedział stanowczo. Po godzinie lub dwóch, opróżnili już trzy
butelki alkoholu Mimo to brunet w miarę trzeźwo pomyślał, że jeżeli teraz
namówi Dracona to on nie odmówi i pójdzie do tej dziewczyny winnej całemu temu
zamieszaniu. Jak pomyślał tak zrobił.
Namówił go. Jednak jako dobry kompan do picia nie puścił go samego, mógł się
jeszcze narazić nauczycielom albo prefektom. Przecież był kompletnie pijany.
Jako że Zabini miał lepszą głowę poszedł z nim…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz