wtorek, 16 kwietnia 2013

"Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje" cz.6


O NIE! Nie ujdzie to temu lizusowi na sucho! Zapłaci mi za tę zniewagę! Gardziła Potterem. Zresztą jak każdy ślizgon. Nienawidziła tego że wszyscy w nim widzą bohatera, a ci co go spotkali zapominają o całym bożym świecie. Ale teraz nie mogła obmyślać planu zemsty (w czym była bardzo dobra) ponieważ musiała szukać swojego ukochanego. Jednak nawet ona, która znała każdą chwilę jego życia, wiedziała gdzie może przebywać (w zależności od humoru) – teraz nie wiedziała nic. Nie mogła się skupić przez tego zielonookiego gada. Za kogo on się w ogóle uważa? Myślała nad tym cały wieczór aż nie spotkała Dracona.

D&H
                Dziewczyna rozpływała się. Każdy dotyk chłopaka sprawiał jej przyjemność, a gdy całował jej szyję swoimi aksamitnymi ustami… to była dla niej istna rozkosz. STOP!  Odezwał się dzwoneczek moralności w jej głowie. Wyrwała się. Spojrzała na Zdezorientowanego lekko chłopaka. Dziewczynie napłynęły łzy do oczu. Nie minęła nawet chwila a na jej policzku pojawiły się struny  łez. Malfoy przyjrzał się jej tempo. Nic już nie rozumiał. Czy nie powinna się cieszyć? Lub przynajmniej odczuwać coś podobnego? Był najbardziej pożądanym chłopakiem w szkole i akurat ją wybrał.  Czy nie powinna się cieszyć?  To świadczyło tylko o tym że jest bardzo ładna… Bardzo ładna? Jest śliczna!... Nie mógł powstrzymać toku myśli zachwalających jej urodę napływających mu do głowy. W sumie nie pierwszy raz był przez takie atakowane. Pamiętał kiedy pierwszy raz tak stwierdził. To było w trzeciej klasie, kiedy groziła mu różdżką. Wtedy zauważył jej duże brązowe oczy, jedwabne loki tego samego koloru. I zaraz po tym dostał w policzek. Odruchowo złapał się za niego. Jakby znowu poczuł ten ból. Nie. Jednak go czuł. Bolał go policzek! Kiedy otrzeźwiał spojrzał na Hermionę, teraz zamiast smutku w jej oczach tańczyły ogniki złości, a potem znów przemieniły się  w smutek. Dostał siarczysty policzek… drugi raz od tej samej dziewczyny  Owa część twarzy w którą dostał była cała czerwona. Bolała do piekielnie!
                - Nienawidzę cię… - wyszeptała. Odeszła. Zniknęła za drzwiami zamku. Te słowa go zraniły.  Dlaczego? Dlaczego to boli? O co do cholery tutaj chodzi? Czemu się rozpłakała? Czemu mnie spoliczkowała? Czemu ja się tym przejmuje przecież to tylko zwykła sz…s…szl… Po serii pytań próbował się wulgarnie o niej wyrazić.
                - Sz… szl… sz… - Już nawet nie potrafił jej tak nazwać. – Co się do cholery jasnej dzieje! – wykrzyczał. Był zdenerwowany. Bardzo. Podminowany ruszył w stronę starej bramy Hogwaru.

D&H
                Biegła przez korytarze Hogwartu zaślepiona swoimi łzami. Jej głowa nie po raz pierwszy tego roku była przepełniona pytaniami. Nie mogła uwierzyć, że ten podły wąż ją tak traktuje. Najpierw ją ratuje, potem wyzywa od szlam a na końcu przylega do niej jak pijawka. O co w tym chodziło? Kiedy tak biegła przez długie kamienne korytarze, mijając, co chwila jakiegoś ucznia lub nauczyciela, dopiero Anthony Goldstein zwrócił na nią uwagę.
                - Hermiona co się stało? – złapał ją za rękę tak by nie mogła mu uciec, a kiedy dziewczyna mu nie odpowiedziała, wznowił pytanie, jednak tym razem zmienił ton, co skłoniło gryfonkę do wylewnych wyznań. Anthony wsłuchując się w jej wypowiedź zaproponował spacer. Z dziewczyny lały się potoki łez. Całe napięcie trzymane w sobie jakie miała od początku roku uwolniła w jednej chwili. Przechadzali się po zamku dobrą godzinę, aż w końcu nie dotarli do wejścia od biblioteki.
                - Moje ulubione miejsce… - szepnęła pod nosem z lekkim uśmiechem. Kiedy Tony zobaczył jak dziewczyna się uśmiechnęła, zbliżył się do niej. Głowę skierował ku jej uchu i powiedział ściszonym głosem:
                - Moje również. – w tym momencie oboje nie mogli powstrzymać się od śmiechu. Mieszkanka domu lwa od początku roku, po raz pierwszy dzisiaj się szczerze zaśmiała. Od tego momentu dobrze się bawili. Kiedy Hermiona wracała z chłopakiem do jej dormitorium, zaczęli się tak wygłupiać że przypadkowo strącili niewielki obraz przedstawiający grupę czarodziei przy prostokątnym stole. Oczywiście kiedy naprawiali szkody przyłapał ich znienawidzony przez wszystkich uczniów woźny. Hermiona pierwszy raz w życiu nie rozumiała dlaczego dostała ujemne punkty. Przecież naprawiła niewielką szkodę. Kiedy pracownik szkoły skończył prawic swoje nużące kazania oboje z krukonem szybko uciekli z miejsca „przestępstwa”.Pierwszy raz od początku roku zaszalała.
                Goldstein odprowadził ją do dormitorium. Prosto pod portret Grubej damy. Spojrzeli się i wybuchnęli śmiechem.
                - Dziękuje… - wydukała gryfonka.
                - Za co? – Spytał zdziwiony chłopak.
                - Za dzisia… - nie zdążyła dokończyć, gdyż chłopak zamknął jej usta pocałunkiem. Była w szoku. Jednak dala się ponieść chwili i odwzajemniła pocałunek. Kiedy stali tak pogłębiając zbliżenie, ktoś odchrząknął za plecami Hermiony. Anthony przestał. Spojrzał się na osobę stojąca za plecami Hermiony. Wyglądał jakby zobaczył ducha.
D&H
                Draco siedział w pokoju wspólnym ślizgonów. Obok niego plątały się niby to przypadkiem mieszkanki tego domu. Nie zauważał pięknych dziewczyn starających się zwrócić na nie jego uwagę. Był za bardzo zamyślony. W najodpowiedniejszym monecie do środka wpadł Blaise. Diabeł zawsze wiedział kiedy wkroczyć. Akurat właśnie w tym momencie blondyn go potrzebował.
                - Blaise! – Wykrzyknął radośnie, co było do niego nie podobne. Mulat lekko się zdziwił, jednak nagle do głowy przyszła mu myśl że arystokrata mógł coś od niego chcieć. – Choć no bracie musimy porozmawiać! – I wszystko był jasne. Egzotycznej urody chłopak podążył za przyjacielem do sypialni. Tam Zabini usiadł na swoim łóżku podczas gdy ten drugi wyjmował z szafki nocnej butelkę Ognistej, co znaczyło że rozmowa dla szarookiego nie będzie prosta.
                - Dalej Malfoy gadaj co się dzieje
                - No więc… - wziął spory łyk napoju – jest taka sprawa… no bo widzisz… chyba… ale nie jestem pewien… raczej jednak nie…
                - Gadaj!
                - Podoba mi się Grenger… - Reakcja Diabła była do przewidzenia. Zaczął się śmiać jak dziki. Jednak gdy zauważył powagę na twarzy przyjaciela, spoważniał.
                - Ty… ty na serio? – Blondyn kiwnął głową. – O rany… co teraz? Co zrobisz?
                - Ni wiem.
                - Powiedz jej.
                - Oszalałeś Blaise?! Na głowę padłeś? – Wybuchnął w złości .
                - Ulży ci.
                - Nie ma mowy. – powiedział stanowczo. Po godzinie lub dwóch, opróżnili już trzy butelki alkoholu  Mimo to brunet w miarę trzeźwo pomyślał, że jeżeli teraz namówi Dracona to on nie odmówi i pójdzie do tej dziewczyny winnej całemu temu zamieszaniu.  Jak pomyślał tak zrobił. Namówił go. Jednak jako dobry kompan do picia nie puścił go samego, mógł się jeszcze narazić nauczycielom albo prefektom. Przecież był kompletnie pijany. Jako że Zabini miał lepszą głowę poszedł z nim…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz