niedziela, 7 kwietnia 2013

"Nie wszystko jest takie jak się wydaje" cz.1


Był pierwszy dzień szkoły, wakacyjne słońce jeszcze świeciło na niebie, co dawało aurę leniwych letnich dni mimo ze był już 21 września. Wszak tak później daty rok szkolny w hogwarcie dopiero się zaczął, na obecna sytuacje mały wpływ zdarzenia mające miejsce zeszłego roku.
____________________________
                Hermiona nerwowo przeszukiwała swój szkolny kuferek. Niemożliwe, że go zapomniałam… jak mogłam zapomnieć podręcznika do Transmutacji? Jak?- Zadawała sobie pytania w myślach. Dziewczyna pierwszy raz w życiu była taka roztargniona i nieogarnięta, pierwszy raz w życiu nie rozumiała wielu spraw. Jej poukładany logiczny świat zburzyło niecodzienne wyznanie Rona. Chłopak kilka dni temu wyznał jej ‘’odwieczną miłość, aż po grób”. Mogłam jeszcze przed wyjazdem sprawdzić czy wszystko zabrałam…ohh jestem beznadziejna.- Karciła się w myślach.  Zmęczona całą sytuacją opadła na swoje niezbyt wygodne łóżko i wpatrywała się w sufit. Dlaczego to Ron musiał mi wyznać miłość? Do Cholery przecież przyjaźnimy się od 5 lat!? Jak on mógł mi to zrobić? Co ważniejsze, co ja mam w tej sytuacji zrobić? Przecież nasza przyjaźń stoi teraz pod wielkim znakiem zapytania. Ale dlaczego teraz to zrobił, dlaczego w tym Momocie jak nie ma tu Harrego i nie mam się, komu doradzić. Z rozmyślań wyrwała ją Parvati, która hałaśliwie wpadła do pokoju.
- Hermi szybko Ron pojedynkuje się z Malfoyem!!
- Co? Jak to? Z jakiego powodu?
-Podobno, Malfoy....znowu nazwał cię szlamą...
- co? to żadna nowość. –Zaśmiała się gryfona. Znała na tyle Dracona, że wiedźiła, że nienawidzi ją i to z wzajemnością, jednak bolało ja za każdym razem, kiedy wyzywał ją w podobny sposób. Dziewczyna nie tracąc ani chwili dłużej pobiegła za Patil w stronę jeziora.
D&H
                Tymczasem na Hogwardzkich błoniach rozlegały się odgłosy pojedynków oraz wiwaty uczniów. Wesley i Malfoy prowadzili zawzięty pojedynek. Draco ledwie panował nad sytuacją, mimo to on wygrywał. Kiedy to już ohydny rudowłosy gryfon leżał na ziemi cały brudny, on nad nim stanął z triumfalnym uśmieszkiem na swojej bladej twarzy.
-Expeliarmus- rozległ się wrzask, blado niebieska smuga światła z srebrnym połyskiem wystrzeliła w stronę Ślizgona i wytrąciła mu broń z ręki. W pierwszej chwili chłopak nie wiedział, co się dzieje i spojrzał się w stronę postaci, która rzuciła zaklęcie. Gdy zobaczył to piękne stworzenie stanął w osłupieniu. Ów piękna osoba miało ciemnobrązowe loki za ramiona, które wiatr zgrabnie przeczesywał, głębokie, duże czekoladowe oczy spoglądały na niego z pogardą. Wszystko było jak w zwolnionym tempie. Duże i soczyste malinowe usta coś mówiły a na oliwkowej cerze pojawiał się rumieniec. Zgrabna, idealna, kształtna talia zmierzała ku jego osoby.-Drętwota!- Wyrwało go okrutnie z tego transu zaklęcie. Poleciał 2 metry w tył lądując na swoich przygrubych koleżkach: Crrab’ie i Goyl’u. Nic go nie zabolało jednak po tym brutalnym upadku, ponieważ był zbyt zajęty wsłuchaniem się te ten piękny melodyjny głos. Nawet, kiedy pełen był wściekłości miał coś takiego w sobie, co wprawiało go w odrętwienie. Wstał niezgrabnie chwytając się za głowę. Wyczuł tam niewielkich rozmiarów guza. Kim ona jest?- Zadał sobie pytanie.
-Ty szlamo! Jak śmiałaś?!- Skrzeczący głos Pansy Parkinson doprowadził go do stanu trzeźwości. –Dacuś nic ci nie jest? Wszystko dobrze kochanie?- Dziewczyna spytała z przesadną czułością. Złapała chłopaka za ramię, lecz ten się wyrwał.
-Szlamo?...- Zamamrotał. Spojrzał jeszcze raz na osobę, która go tak urządziła. Co do cholery… Grenger?! -Przerażony pytał sam siebie w myślach.
- Oh przepraszam cię miss ZNP, że tak brutalnie potraktowałam twojego gacha- Odwarknęła Hermiona groźnie w stroną dziewczyny o mopsiej twarzy, i ruszyła pomóc rudzielcowi wstać.
-Jak ty się do mnie odzywasz ty wstrętna i obrzydliwa szlamo!- Wykrzyknęła w przypływie złości Parkinson i wyciągnęła różdżkę z dosyć małej beżowej, pikowanej torebeczki przewieszonej przez ramie złotym łańcuchem. -Levicorpus! –Wrzasnęła dziewczyna. Hermiona nawet nie miała szans się obronić, więc w mgnieniu oka zawisła p powietrzu. Wszyscy obecni byli zszokowani zachowaniem dziewczyn, jednak nie odważyli się zainterweniować. –Może mała zimna kąpiel ostudzi twój zapał- mówiąc to dziewczyna jednym ruchem skierował lewitującą gryfonkę w stronę stawu. Miona błyskawicznie znalazła się nad tafla jeziora, a potem wszystko zdarzyło się zbyt szybko by była świadoma dokładnie tego, co się przed chwila stało. Najwidoczniej straciła przytomność. Ocknęła się dopiero wtedy, gdy ciepły podmuch powietrza musnął jej twarz. Była cała przemoczona, od stóp do głów. Jej czarny koronkowy stanik prześwitywał pod kremową bluzką, zaś jej czarne rurki i tenisówki tego samego koloru stały się nieprzyjemnie ciężkie pod wpływem wody. Jednak miała na sobie coś suchego. To była jasno jeansowa męska kurtka.  Minęła chwila, kiedy zdała sobie do końca sprawę, co się tak naprawdę się działo. Była niesiona przez silne męskie ramiona. Czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nic jej nie grozi, więc zamknęła oczy i odpłynęła w głęboki sen.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz