wtorek, 9 kwietnia 2013

"Nie wszystko jest takie jak się wydaje" cz.4


               Blondyn obudził ił się około szesnastej. Wszystkie lekcje dobiegły już końca. Obok niego leżała naga Pansy wtulona w jego tors. Był aż tak zdesperowany? Przecież on brzydził się tapeciary od czasu gdy  zobaczył jej prawdziwe ja, po za tym nie miała tego czegoś, czego Draco szukał wśród dziewczyn już od dawna. Nagle pewna myśl zakwitła mu w głowie. Przecież Grenger jest tylko ładna, może nie ma ‘’tego’’  czego on szuka. Nagle wstał z łóżka i od razu poczuł się lepiej. Przez swoją reakcję obudził Mopsa. Zignorował ją. Nałożył spodnie oraz wziął koszule do ręki i wybiegł z dormitorium. Po drodze mijał różne postacie, to z obrazów lub prawdziwych żywych uczniów z krwi i kości, którzy byli nie mało zaskoczeni tym że chłopak dopiero co się ubierał. Sam do końca nie wiedział gdzie idzie, poniosła go chwila i nadzieja na to że może w ogóle nic nie czuć do Grenger. Mógł być przecież nią tylko oczarowany, bo w końcu przeszła do licha wielką przemianę. Z małej gryfońskiej kujonki z wiecznymi kołtunami we włosach i za dużymi zębami, zmieniła się w piękną dziewczynę o wielu atrybutach. Po za tym wszystkim nie miał ochoty przebywać z Pansy. Żywił do niej wielką niechęć.
                Mijał po kolei różne stare sale lekcyjne, opuszczone korytarze, ruchome schody, wielką salę i wreszcie dotarł na błonia. Spojrzał na zegarek. Dochodziła osiemnasta a on się zastanawiał gdzie tyle czasu zmarnował? Może wtedy gdy zaczął kłócić się z Flinchem za swoją nie zapiętą koszule? A może wtedy gdy przypadkowo skręcił w zły korytarz i musiał się wracać? Nie wiadomo, ale mimo wszystko cieszył się że dotarł tu o tej godzinie. Robiło się powoli ciemno, a on siedział przy jeziorze i wpatrywał się w miejsce gdzie zielona łąka się kończy a zaczyna zakazany las. Uwielbiał siedzieć i wpatrywać się w ten tajemniczy zakątek gdzie kończy się ochrona szkoły i zaczyna się mroczna pokusa zwiedzenia całego lasu. Nie wiadomo ile tam siedział wpatrując się w ten punkt, ale gdy skończył było już całkowicie ciemno, a niebo było pokryte migocącymi gwiazdami. Niechętnie skierował się w stronę szkoły.
D&H

Ron? Ron… Ron mnie ocalił? Jak to możliwe? Czy na pewno zdobył by się na to? Czy jego uczucie jest na tyle silne by to zrobić? W takim razie co ja do niego czuje?  Te myśli dręczyły Hermione odkąd przekroczyła próg pokoju wspólnego Gryfonów. Znała tę historię z punktu widzenia tylko i wyłącznie rudego… Kiedy wszyscy już wyszli z sali, Snape kazał nam sprawdzić czy wszyscy się ewakuowali. Ktoś w oddali powiedział że ciebie nie ma, że zostałaś w tej Sali… Więc bez wahania ruszyłem w stronę drzwi. Widziałem jak leżałaś na podłodze, Nie mogłem na to patrzeć więc pobiegłem w twoja stronę, podniosłem cię i już spokojny że cię mam i cię ocaliłem, poszedłem w stronę korytarzu.  Tak brzmiała ta historyjka. Oczywiście jak to Ron nie obyło się bez pewnych nieścisłości i chaosu ogólnego opowiadania, jednak Brązowooka była na tyle mądra i obrotna że poskładała to w logiczną całość. Siedziała teraz na swoim łóżku i rozmyślała. Za chwilę osiemnasta a co za tym idzie zaraz będzie kolacja. Niechętnie zwlokła się z posłania. Udała się w stronę łazienki, ponieważ chciała doprowadzić się do ładu. Kiedy spojrzała w lustro mimowolnie się zaśmiała. W tym momencie przypominała Hermione Grenger z pierwszej klasy. Jej włosy wyglądały jak po jakiejś katastrofie a oczy miała lekko podkrążone które przywoływały wspomnienia o czasach kiedy zamiast spać wolała czytać. Rozchyliła lekko usta ponieważ chciała sprawdzić czy stan jej uzębienia z przed lat również powrócił. Nie. Jej trzonowce miały normalny rozmiar.
                - Hermiona! Słyszysz? Nie blokuj łazienki! – wołała Lavender zza drzwi. – Dalej też muszę się wyszykować na kolacje! – Hermiona w ogóle nie rozumiała zachowań Brown lub Patil. Niby najlepsze przyjaciółki ale we wszystkim ze sobą konkurowały. Teraźniejsza konkurencja polegała na tym, która poderwie jak najwięcej chłopaków. Oczywiście Parvati wygrywała jak do tej pory, ale Lav nie zostawała daleko w tyle. Osobiście Hermiona nie miała pojęcia która może wygrać, gdyż blondyna jest bardzo zawzięta, a hinduska wzbudza większe zainteresowanie ze względu na swoją egzotyczną urodę. Stop! Hermiona o czym ty myślisz! To nie dotyczy ciebie… Lepiej skup się na tym co czujesz do Rona.

D&H
                Kiedy już była w Wielkiej Sali, mimowolnie spojrzała się na stół przy którym siedzieli ślizgoni i zaczęła szukać wzrokiem Dracona Malfoya. Dlaczego? Sama nie wiedziała. Gdy go nie odnalazła, częściowo zawiedziona ruszyła w stronę swoich przyjaciół którzy siedzieli tak jak zawsze, naprzeciw wielkiego, rzeźbionego z marmuru kominka. Uśmiechnęła się do nich serdecznie. Byli tam: Harry, Ginny, Nevile no i oczywiście Ronald, z którego obecności nie wiedziała czy ma się cieszyć, czy może uciec do pokoju jak tylko najszybciej mogła gdyż bardzo nie chciała go spotkać dzisiaj. Nie po tym co się wydarzyło. Nie teraz. Niestety cała czwórka ją zauważyła. Nie było odwrotu. Jej serdeczny uśmiech gwałtownie się przemienił w wymuszony.
                - Miona! – krzyknął radośnie Harry. Zamachał do niej, tak jakby znajdowali się na jednej z najbardziej zatłoczonych ulic londynu. Złoty chłopak jak zwykle ratował sytuacje. Dobrze wiedział że Hermiona woli na razie unikać rudzielca, dlatego wybraniec wskazał jej miejsce obok siebie i jak najdalej od NIEGO. Gdy już usiadła wokół stołu gryfonu zapadła cisza. Nikt nie odważył się pisnąć ani słowem. Dlaczego? Coś jest nie tak? O co im chodziło? Tak czy owak Brązowooka nie skupiała się na owej ciszy, nadal szukała wzrokiem ślizgona, znowu. I znów go nie było. Kolejne pytania nasuwały się dziewczynie, np. Gdzie on jest? Czy on przyjdzie na kolacje? Co on robi?... Jednak prawdziwe i to najważniejsze pytanie brzmiało: Co ją to obchodzi? Cały czas o nim myślała, a kiedy tego nie robiła tor jej myśli automatycznie skręcał w jego kierunku. Miała przed oczami jego mokry t-shirt opinający się na mięśniach, duże niebieskie oczy spoglądające na innych z pogardą z pod czarnych jak węgiel rzęs, o tych wyjątkowych jasnoblond (naturalnych) włosach. Stop! O czym ty myślisz? To przecież nieczuły arystokrata…
                -Hermiona! – krzyknął poirytowany już Ron – słuchasz mnie?
                - Wybacz… Za… zamyśliłam się. Mógłbyś powtórzyć?
                - Pytałem czy możesz ze mną porozmawiać sam na sam? – powiedział stanowczym tonem, który w ogóle nie pasował do Wesleya, jednak to bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie a nie pytanie. Grenger bała się najbardziej tej chwili. Nie mogła mu odmówić z uwagi na swoją najlepszą przyjaciółkę, a zarazem jego siostrę: Ginny. Nie mogła go po prostu tak zbyć, dlatego zgodziła się na rozmowę, najwyżej podczas niej spławi chłopaka. Kiedy oboje już wstali i powoli zbliżali się w stronę drzwi wyjściowych z Sali, poczuła jak miękną jej nogi. Oparła się o framugę. Ron popatrzył się na nią chwilę. Skontrolował wzrokiem całą sytuacje. Najwyraźniej uznał że nic jej nie będzie. Pospieszył ją i skierował się  w stronę dziedzińca. Gdy szatynka poczuła się już pewniej ruszyła za rudym.
                - Hermiona… - zaczął niepewnie tym razem. – Co ty do mnie czujesz?
                - Nie wiem… - spodziewała się tego pytania. – …raczej przyjaźń. – chłopak popatrzył się z niedowierzaniem na nią.
                - Hermiona! Jak to? Ja… ja przecież… przecież cię uratowałem! Dlaczego nie jesteś wdzięczna? Znamy się tyle lat! Jak… jak to możliwe że nic do mnie nie poczułaś?!...
                - R..ron…
                - Jak?! Jak?! – przerwał jej. – Ja cię KOCHAM! Zrobię dla ciebie wszystko!
                - Ron to tak nie działa. Ja nie mam wpływu na moje uczucia, to nie zależy ode mnie… - przerwała. Była w szoku. Najmłodszy Wesley uklęknął przed nią. O BOŻE! Co on chce zrobić?! Była przerażona.
                - Hermiona zostań moją dziewczyną… - zapytał. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem. Czy naprawcze była aż tak głupia by podejrzewać Ronalda o oświadczyny w wieku szesnastu lat? Nawet on nie był taki pochopny. – To znaczy tak? – rozpromienił się.
                - N… Nie to nie tak, znaczy nie chce i nie będę twoją dziewczyną, nasza przyjaźń jest dla mnie ważniejsza… -  Przekazała to tak łagodnie jak tylko umiała.
                - Kocham cię… - chłopak w ogóle się nie skupiał na tym co mówi dziewczyna. Wyglądała tak ślicznie w świetle gwiazd. Nie zdawali sobie nawet sprawy ile czasu ich nie ma, nie wiedzieli że kolacja już dawno się skończyła.
                - RON! CZY TY MNIE SŁUCHASZ?! Nie będę twoją dziewczyną!
                - Jeszcze zmienisz zdanie. – Był bardzo pewny siebie. Przybliżył się do niej, a gdy ona chciała się oddalić, chwycił ją w tali tak, praktycznie nie mogła się ruszać. Był silny. O wiele bardziej silniejszy od niej. Musiała patrzeć mu w oczy. Nie pomagały wrzaski i sprzeciwy. Nagle błysła czerwona smuga Światała, która odepchnęła nachalnego amanta Hermiony dwa metry w tył. Ten zaczął się śmiać jak opętany.  To na pewno było zaklęcie Rictusempry. Kto je rzucił? Spojrzała się w stronę z której było ciśnięte zaklęcie….

2 komentarze:

  1. ale że...on z Pansy? blach. ;/
    Ron - pacan.
    chcę wiedzieć co będzie dalej!
    pewnie to zaklęcie rzucił Draco, prawda? jeśli nie to bardzo się cieszę. :) jeśli jednak to Dracon, rada - trzeba zaskakiwać! zamiast Draco wstaw kogoś innego, rozkręć akcję, :D
    pozdrawiam i życzę weny,
    Akneri.
    PS : możesz wyłączyć weryfikację obrazkową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje za radę :) na pewno się do niej zastosuje ^.^ niestety mam juz napisany następny rozdział, ale mam nadzieje że się nie zawiedziesz :)

      Ps. Zdeterminowałaś mnie do tego żeby mocno czymś zaskoczyć ^.^

      Usuń